PISANE PRZY – TYM

Każdy z nas ma swoją historię zawodową. Rekrutujący nazywają ją CV, choć CV ma swoje wytyczne, więc aby uchwycić rys indywidualnej narracji i naprawdę – przeszłość, należy wykazać się wyobraźnią i nadać charakter temu dokumentowi. To wygładzony i spójny dokument, w dodatku nastawiony na osiągnięcie pewnego celu. Nie ma tam miejsca, by przedłożyć, które z zawartych w nim doświadczeń to efekt szczególnych starań, a które trafiło nam się, jak ślepej kurze ziarno.

Wszystko opiera się o stylizację i ukazanie siebie w jak najlepszym świetle. Niezależnie od tego, czy przeplatają się w nim doświadczenia etatowe i freelancerskie wymaga on formy. Do tej formy prowadzą różne drogi. Raz ruszasz z odwagą, a innym razem z rezygnacją. 

A jednak to CV daje komuś obraz naszego zawodowego życia. Ktoś inny, na podstawie (być może nie do końca sprawiedliwych regulacji) decydującym spojrzeniem orzeknie TAK albo NIE. Dlatego też, jak dotąd w większości, to, co robiłam, robiłam dla siebie. To ja doceniałam przeszłość, podczas gdy ktoś, kto miałby decydować o mojej przyszłości opierałby się wyłącznie na aspekcie mojej przyszłości w danej Firmie / Jednostce.

Wolałam tworzyć teraźniejszość i pielęgnować przeszłość, nie wkładając przyszłości w czyjekolwiek ręce. Spędziłam „na swoim” / u siebie dość dużo czasu. A później poznałam kogoś, kto powiedział, że chce mnie u siebie zatrudnić, ponieważ mam predyspozycje osobowościowe. I wcześniejsze doświadczenia, historie i narracje na moment przygasły. Na ich miejsce pokazał się entuzjazm nowego i ciekawość. 

Nie przypuszczałam, że Slow Kariera kiedykolwiek osiągnie status największego mojego sukcesu – podłoża, rezultatu, złotego środka, niewyczerpanego źródełka. Nie spodziewałam się również, że zdołam się zaadaptować na stanowisku etatowym, co więcej – naprawdę zdobywać obycie i umiejętności. Chcieć.

Nie wiem, co jest lepsze, korzystniejsze – wypracowywanie sobie szansy życia czy łapanie okazji. Nasza droga jest koktajlem tych szans, jeśli tylko masz otwarte oczy i nie przeciwstawiasz się temu, co mogło by być (choć tego nie wiesz) dla Ciebie dobre, z pewnością dotrzesz do miejsca, z którego będziesz mogła powiedzieć, które rozwiązania / style pracy / role są właściwe dla Ciebie.

Wystarczy podejmować ryzyko. Wystarczy nie wyrokować już na początku, kiedy wiesz, czego możesz się obawiać, ale kiedy nie wiesz, czy masz rację. Wystarczy przyjąć propozycje i patrzeć, jak dzień za dniem koi nas rutyna. Jak odpoczywamy w tej rutynie od wcześniejszych starań.

Wypracowywanie sobie szansy życia.

Przypomnij sobie moment, w którym naprawdę czułaś, że czegoś dokonałaś. Co się na to złożyło? Orientacja, ukierunkowanie, zdolność adaptacji do okoliczności? Ostatnie lata nauczyły mnie swobody, nie przywiązywania się i nadawania wartości – sytuacjom / rezultatom / znajomościom. Postawą i ukierunkowaniem – choć to mozolne – możesz wypracować sobie szansę życia. Telewizja często pokazuje nam Ludzi Sukcesu, którzy JUŻ, NA SKUTEK WCZEŚNIEJSZYCH DECYZJI, GRUNTOWANIA I KONSEKWENTNEGO DZIAŁANIA znaleźli się w jakimś punkcie. Nikt nie pokazuje drogi do tego miejsca. Świat emanuje atrybutami i insygniami.

Droga jest Twoja. Jeśli do czegokolwiek masz pełne prawo – to do drogi. Do decydowania, kiedy weźmiesz zakręt, a kiedy pora na przystanek. Kiedy jesteśmy już na miejscu – spełniamy oczekiwania, wchodzimy w rolę. W dostaniu się w upragnione miejsce pomaga łapanie okazji.

Łapanie okazji.

Łapanie okazji w życiu zawodowym to sport ekstremalny. Łatwo o śmieszność, kiedy skaczemy z kwiatka na kwiatek. I trudno o konsekwencję, gdy okazuje się, że to, na co się zdecydowaliśmy jest dla nas skrajnie nieopłacalne. O ile kiedykolwiek zadałaś sobie pytania – Czy ja się tak w ogóle sprawdzę? Czego nauczy mnie to nowe doświadczenie? W jakim stopniu będę potrafiła wykorzystać wcześniejsze doświadczenia, by się tu odnaleźć, a w jakim stopniu okażą się one zupełnie niepotrzebne i nieadekwatne do nowej sytuacji? – Przynajmniej wiesz, że ustaliłaś swój punkt wyjścia. Przynajmniej wiesz, że znasz siebie.

W czym jesteś lepsza – w wypracowywaniu sobie szans czy w łapaniu okazji?

Które z Twoich fundamentalnych zysków były złotym strzałem, do którego dorobiłaś filozofię wielkich starań?

W tym miejscu chciałabym obalić kilka mitów związanych z pracą. Z dostawaniem pracy i z wykonywaniem jej.

Łatwo jest dostać pracę po znajomości.

Niezupełnie. Nie raz i nie dwa chciałam zrobić z Klienta Szefa. Raz mi się to nawet udało, tyle, że przebieg tego porządku rzeczy był dramatyczny w skutkach. Możesz dostać pracę od kogoś, kogo znasz i kto zna Ciebie. Jeśli nie masz wystarczających kompetencji i dana osoba nie pokłada w Tobie zaufania – to jej nie dostaniesz. Dobrze jest obracać się w gronie ludzi, którzy są decyzyjni, mogą doprowadzić do jakiejś korzystnej dla Ciebie sytuacji / polecić Cię bądź zatrudnić, ale myślenie, że łatwo jest znaleźć pracę po znajomości to naiwniactwo.

Pracując na swoim i na siebie można mieć gdzieś rynek pracy, szukanie jej i panujące dookoła przekonania o tym, jak to trudno młodym ludziom znaleźć pracę.

Prowadzenie własnej działalności niewiele różni się od pracy na etacie. Zachowujesz porządek, masz obowiązki, zabiegasz o coś. Różni się to tylko stylem pracy, czasami scenerią i już na pewno – decyzyjnością. Leniwym i takim, którzy sądzą, że można prowadzić swoją działalność bez DZIAŁANIA – nie uda się czegokolwiek osiągnąć. Pracując na swoim i na siebie, warto mieć świadomość tego, co dzieje się w Twojej branży / środowisku. Pewnie i tak, w związku z wykonywaną pracą, ma się orientację, co w trawie piszczy (praca na swoim dla klientów z etatu, jak to często bywa po odejściu z agencji kreatywnych wraz z listą klientów Szefa ;)), ale dobrze jest mieć również wiedzę w temacie, czego wymaga powrót do branży / pracy na etacie / starego stylu życia. Istnieje ryzyko, że Twoja dobra passa minie, jak również istnieje możliwość, że sama z siebie będziesz chciała odmiany. Ja robiłam swoje i na siebie, ale przyjęłam – z pełną naturalnością – że to może nie być rozwiązanie na długie lata. To pozwoliło mi zachować zdrowy stopień poświęcenia. 

Pracując na swoim i na siebie, nie szukasz pracy, ale szukasz klientów i rozwiązań. To ciągle poszukiwania. Poszukiwania, w dodatku mierzenie się ze swoimi wyobrażeniami na temat prowadzenia biznesu. Wchodząc w Większą Strukturę (renomowaną firmę / idąc na etat) nijako wpisujesz się w już działający mechanizm. Będąc na swoim – wypracowujesz go. Jest to znacznie bardziej czasochłonne i angażujące.

W obecnym momencie pracuję na etacie. Nie zdarza mi się wychodzić stamtąd wyczerpaną i zniechęconą, a pracując na swoim i na siebie – dość często mi się to zdarzało.

Jeśli dostanę tę WYMARZONĄ PRACĘ / zrealizuję ten WIELKI CEL nie będę już miała żadnych wątpliwości.

Wątpliwości. Wątpliwości będą towarzyszyć Ci zawsze, o ile potrafisz trzeźwo ocenić sytuację. Nie ma pozbawionych pytań sytuacji, chyba, że traktujesz swoją pracę zupełnie bezrefleksyjnie. Im więcej działania, doświadczenia i weryfikacji, tym bardziej przekonujesz się o tym, jak wiele jeszcze przed Tobą / na co rzeczywiście masz wpływ. To właśnie tego, przez ostatnie 2 lata, nauczyli mnie moi Klienci ze Slow Kariery, Slow Write (slowwrite.wordpress.com) i Kolibrowa (kolibrowo.pl). Słuchałam opowieści, jak z bajki, które nie były wolne od pułapek.

Niezależnie od tego, czy łapiesz okazje, czy wypracowujesz swoje sukcesy – życzę Ci jak najlepiej. Jeśli zdecydowałaś się prowadzić swój biznes – służę wsparciem doradczym.

Zapraszam Cię na darmową, wrześniową konsultację. Kierowana jest ona w szczególności do osób, które postanowiły pracować z domu – na swoim, u siebie, na siebie.

darmowa wrześniowa konsultacja

Jestem ciekawa, na co się zdecydowałaś. I jak po dokonywanych przez Ciebie zmianach, wygląda poziom Twojej satysfakcji i zysków.