Wpis z serii #freelancerka_wraca_do_pracy.

PISANE PRZY – TYM

Zdarzyła mi się ostatnio sytuacja dość obrazowa i pouczająca. Rozmawiałam o pracy (nie współpracy) z kimś, kto jest – powiedzmy – starej daty, zasadniczy, na modłę etatową. Powiedział, nie żeby z pogardą, ale z przekonania własnego i niewiedzy takie zdanie: ‚Wolny strzelec? Przecież nie ma takiej funkcji, jak ‚wolny strzelec’.’

  • Otóż jest. – Mówię ze spokojem. Jest i uczy inwencji, inicjatywy, samoorganizacji, dyscypliny. Od strony organizacyjnej wygląda to tak, że zamiast jednego pracodawcy ma się kilku – klientów.

Jak widać światki w świecie kariery zawodowej są różne. Przepaść pomiędzy sposobem myślenia klienta, a pracodawcy (dużego klienta, od którego zależą finanse Twojej marki) jest bardzo duży.

A fakt faktem, wolnym strzelcem byłam i jestem, w związku z czymś jakoś należycie i prosto należało to wytłumaczyć mojemu rozmówcy. Udowodniłam w końcu swoją aktywność wolnego strzelca – referencjami i projektami. Niemniej jednak dla kogoś, kto całe życie zajmował się inżynierią i zarządzaniem, termin ten był nie tyle abstrakcyjny, co odległy. Różnorodność jest wspaniała, jednak warto wiedzieć, w jaki sposób ukazać to, co się robi (ło) w sposób, który będzie wystarczająco jasny. 

Rozumiem to, że ktoś może mieć nieco zastałe wyobrażenia. We wcześniejszych latach niektórzy moi klienci (z branży informatycznej, motoryzacyjnej) życzyli sobie potwierdzenia i dowodów mojej skuteczności. Z tym też trzeba się liczyć, drodzy moi. Dla nas nasze marki to cały świat i oczywistym jest dla nas nasza inwencja, starania, wsparcie klientów i poczucie sensu. Jednak ktoś, kto będzie chciał z nami podpisać dokument mówiący o długotrwałej i ściśle określonej współpracy (A to coś zupełnie innego, niż wystawienie mu faktury / jedna umowa o dzieło.) potrzebuje wiedzieć, jakim się jest w pracy. Jakim się jest w pracy, po prostu. Aspekty osobistej misji czy stopień innowacyjności marki odchodzą na dalszy plan, a liczy się to, że Twój nowy pracodawca / duży klient będzie miał z Ciebie pożytek. Nie ma się co obrażać czy obruszać, im szybciej zrozumiemy, że taka a nie inna reakcja wynika z chęci obrony własnych interesów i nie jest osobistą wycieczką do nas – tym lepiej dla płynności potencjalnej współpracy.

Zdolności prezentacyjne, inwencja i opłacalność, czyli o tym, że dla każdego liczy się co innego.

Nawet, jeśli opracowaliśmy (freelancerzy) niszową (bądź nie), ale działającą i ważną dla nas markę, dla pracodawców (Gdy zdecydujesz się na etat czy pół-etatu.) wciąż będzie liczyła się Twoja skuteczność. Zdolność stworzenia autorskiej marki, samoorganizacja, niezależność od rynku pracy – to wszystko jest ważne dla nas, dla NAS. Z perspektywy pracodawcy albo dużego klienta liczą się nasze obroty i to, w jakim stopniu wpłynęliśmy na spełnienie oczekiwań naszych klientów.

Chcesz zawrzeć współpracę z agencją marketingową albo znaleźć sobie klienta wśród rodzinnych (niewielkich) firm? Przygotuj się od tego od strony ukazania efektów swojej wcześniejszej współpracy z podobnymi (innymi) podmiotami. 

Toczyłam tę rozmowę z dumą i lekkością, zupełnie nie wziąwszy pod uwagę perspektywy konkretnego człowieka, który zapewne myśli liczbami. Choć kocham slow marketing i moje luzackie życie, raz na jakiś czas angażuję się we współpracę, która wymaga ode mnie czegoś dla mnie nowego, choć bardzo znaczącego dla mojej marki. Przypominam sobie wtedy, jak ważne jest wypracowywanie w sobie odpowiedzialności przed przełożonym, zdolność skupienia na wielu zagadnieniach na raz i umiejętność pracy przez ściśle określony czas (Od 9.00 do 17.00, a nie wtedy, gdy akurat przyjdzie wena.)

Nie twierdzę, że to jest reguła – w końcu nie po to tworzy się markę, żeby nie osiągać odpowiednich zysków – ale przyznasz, że na początku / momentami pieniędzy zaczyna brakować. Co wtedy? Część z nas, freelancerów, decyduje się na zatrudnienie „pod kimś” albo na pójście do pracy nieco odbiegającej od charakteru marki. Czeka nas wtedy duża zmiana organizacyjna.

Decydując się na ten krok dobrze jest mieć poczucie, że świadomie wpisuje się w potrzeby drugiej strony. To, jak my sami postrzegamy w siebie, w stosunku do tego, jaki obraz wolnych strzelców mogą mieć nasi klienci / pracodawcy to dwa różne światy. 

Skuteczność – moja nowa mantra.

Dla wspomnianego Rozmówcy wyjątkowo liczyło się słowo „skuteczność”. Racja, przecież na tym opiera się biznes. Na sprawdzalności, zwrotach, opłacalności. Lubię takie prace (współprace) i cenię sobie takich ludzi, którzy przypomną mi prawdziwy kształt i charakter biznesu. Sprowadzą trochę na ziemię, dyscyplinują trochę moją ideowość i slow. Moja praca / współpraca z Większymi często motywowana jest tym, że chcę podreperować swój budżet. A oni wiedzą jak pracować w sposób, który pozwala zachować satysfakcjonujące obroty. Ja nie koncentruję się tak mocno na finansowym aspekcie opieki nad marką (swoją, klienta), tylko dotykam innych aspektów (atrakcyjność w oczach klientów, wizualna czytelność, unikatowe czynniki, duch i nastrój marki). Takie prace i współprace to doskonała okazja, by dać coś od siebie, ale i zyskać.

Jestem wdzięczna za takich ludzi i takie rozmowy. Zagłębiona we własnym stylu, wizji i zasadach, czasem nazbyt oddalam się od uwarunkowań i oczekiwań rynkowych.

A Ty? Jakie są Twoje doświadczenia z chęcią podreperowania budżetu? Starałaś / eś się o współpracę z Większymi? Jak reagowali na Twoje freelancerskie doświadczenia? Zapraszam Cię do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami na fanpejdżu pod tym postem (KLIKNIJ TUTAJ) albo do prywatnej rozmowy ze mną – justyna.poluta@gmail.com.

Życzę Ci samych sukcesów, J.