PISANE PRZY – TYM

Zdecydowanie częściej, niż pytani, jesteśmy zaczepiani. Szturchani. Zbijani z pantałyku. Karmieni czyimiś przekonaniami. Narażeni na ustalenie z góry, że to co robimy (zawodowo) nie wynika z naszego wyboru. 

Nasze zawodowe historie we Wszystkich Świętych były przerywnikami pomiędzy „Przesuń tego okazałego znicza na przód, niech widzą, że nas stać.”, a „Nie pożył sobie dziadek X, och nie pożył…”

Nie mają na nas czasu. Traktują z góry. Potrafią nam podarować tylko współczucie. Kto? Starsi ludzie z „innych czasów”. Ci, których wychował inny system. Albo nawet nasi Dziadkowie. Wszyscy ci, dla których nasze dobro liczy się tylko wtedy, gdy oni mogą wyrazić swoją opinię o nim. 

Członkowie rodziny, od których moglibyśmy czerpać i się uczyć, gdyby oni byli gotowi na dojrzałą rozmowę.

Ale kto teraz jest gotów na dojrzałą rozmowę?!

Bliskości jest daleko do opinii. 

Kto nie zaczyna od swoich żali, przypuszczeń i anegdot zasłyszanych od innych?

Kto ostatnio rozmawiał z Tobą o Twoich priorytetach zawodowych?

Kto słuchał o Twojej drodze…?

O tych perypetiach, o momentach, w których siłowałaś / eś się sama ze sobą, o tych honorowych rezygnacjach i naiwnych przypuszczeniach?

Rzadko kto wydaje się w szczegóły. Nasze. Zawodowe. Tak potrzebne szczegóły. Wyjaśniające. Odkrywające. Pokazujące, czym się różni jedna historia od drugiej. Nie jesteśmy straconym pokoleniem, które „bierze, co dają” i w ogóle cieszy się, że ma z czego żyć. Potrafimy zanalizować sytuację, która nas dotyczy. Jeśli coś jest naszym bezpośrednim udziałem, potrafimy dostrzec tego dobre i złe strony. Nie potrzebujemy aprobaty ani błogosławieństw ludzi, których nigdy nie zapraszaliśmy na naszą ścieżkę. 

Zdecydowanie bardziej interesuje nas jakość życia i przeżyć. Potrafimy działać i bardzo często przedzieramy się przez to, co oferuje nam rynek. Wiemy, na co nas stać i co stracimy kiedy zrezygnujemy z półśrodków.

Pieniądze cenimy sobie takie, jakie mamy. Zdecydowanie bardziej cenimy sobie czyjąś obecność, zrozumienie i uważność. Tymczasowa praca czy też taka, która sprawia, że za wiele poświęcamy staje się lżejsza i ważna tylko dlatego, że ktoś ją rozumie i docenia.

Często ustosunkowanie do naszej sytuacji jest jedynym, na co możemy sobie pozwolić. (Bo na zmianę aktualnej pracy – nie możemy.)

Być może nie stać nas na kolacje w najdroższych restauracjach. A naszych Bliskich na to, by podarowali nam pieniądze na wymarzony wóz.

Ale właściwie stać nas na rozmowę.

Nie wszystkich.

Dobrze było by znać motywację tych, których mamy blisko.

Dobrze by było wiedzieć w imię czego się starają.

Ale nie ma na to czasu. Czas został wypełniony pierdoleniem z uszminkowanych ust.

Ja w środę, 1.11, doświadczyłam czegoś niecodziennego. Wyszłam z siebie. Opadłam. Zabrakło mi argumentów. Moje słowa upadały na podłogę z linoleum. Nie mogłam uwierzyć. Pozostawiłam. Urwałam rozmowę w połowie, po czym wróciłam do niej. Zaciekle broniąc.

Musiałam.

Nawet nie siebie.

W imieniu swoim i niezliczonej ilości młodych ludzi, którzy idą świadomą ścieżką.

A później myślałam, że umrę. Myślałam, że już umieram.

Dobry moment. Święto zmarłych.

Co takiego się stało? Niewiele.

Ja nie jestem szczególnie wrażliwa. A może jestem…? Moja marka i filozofia działania to coś, co jest dla mnie najcenniejsze. Póki co, ale tak po prostu jest. 10 lat temu marzyłam, by móc zarabiać pisaniem, a dziś tak po prostu jest.

Nadal uważam, że 1.11 nie wydarzyło się nic szczególnego, ale czasami to „nic szczególnego” przeważa szale.

Przyjechała do mnie pewna pani, z którą wiążą mnie więzy rodzinne.

Zapytała, jak tam w mojej pracy.

Odpowiedziałam szczerze o tym, jak ważne jest dopasowanie swojego sposobu bycia do kultury organizacyjnej przedsiębiorstwa i jak duże znaczenie ma lojalność.

  • No patrzcie, patrzcie! Jakich ona mądrych słów używa! Kultura organizacyjna! Lojalność! Moje wnuczki zarabiają prawdziwe pieniądze i nie używają takich słów. – Wykrzyknęła.

Patrzyłam na nią oniemiała, a widziałam już całkiem sporo.

Umarłam.

  • Justyna od kilku lat zarabia pisaniem, płacą jej za elokwencję, ona na co dzień używa takich słów, nawet jak mówi coś do mnie. – Odezwała się moja mama.

Jak nie ona. Rzadko przeciwstawia się cioci. Ktokolwiek rzadko się jej przeciwstawia albo z szacunku albo ze współczucia co do jej mniemania o sobie.

Wystrzeliła armata.

Ciocia zna mnie od 26 lat.

Była przy mnie, jak walczyłam o życie.

Stała przed salą operacyjną.

Modliła się długo później na Jasnej Górze. I wierzę, że szczerze.

Modliła się o moje życie, a teraz nie wierzy, że wiodę dokładnie takie życie, jakiego pragnę / jakiego sobie życzyłam.

Innego nie mogłabym wieść. Drugiej szansy mogę nie dostać. O, przepraszam, trzeciej. 2007 minął szybko, a ja jak przez mgłę pamiętam słowa cioci „Justyna jest taka zamknięta w sobie”.

Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem takich ludzi. Życzyłabym sobie.

„Patrzcie, jakich ona słów używa!”

Odwiedzać kogoś kilka razy do roku.

Twierdzić, że chce się jego dobra.

I równocześnie traktować z góry.

Być może zawsze w naszym życiu będą znajdować się ludzie, którzy nie przebiją się przez mur. Tacy, którzy idealizują swoje wnuki / siebie sprzed lat, zamiast poznać tego, który siedzi na przeciw jego.

Każdy z nas ma taką „ciocię”, kogoś takiego. Kto pluje na to, cokolwiek by się robiło. Za ile. 

A nam, mimo ich obecności i słów, do szczęścia wystarczy to, na czym sami się opieramy. Nie potrzebujemy autorytetów, które nas wyśmieją. Nie potrzebujemy gości, którzy nie potrafią uszanować chleba, który został kupiony dzięki pracy. Nie potrzebujemy słuchać tych, którzy nie zadali sobie krzty trudu by mówić z uwagą.

Przysłuchajcie się milczeniu swoich sióstr, przyjaciół albo dzieci. Przyjrzyjcie się w jaki sposób kończą rozmowę i wychodzą z salonu / kuchni. Zadzwońcie do nich bez okazji, żeby zapytać, czy ich praca wynagradza ich życie. Zamiast szturchać pytaniami tego, który odzywa się tylko pytany, dowiedźcie się na jaki temat gotów jest mówić swobodnie i bez strachu.

Ta kobieta kiedyś umrze.

I to całkiem niedługo.

Wiek.

I nie jesteśmy wieczni.

Wiem, że wybiorą piękne kwiaty.

I organista będzie śpiewał bez zadęcia.

I łzy będą prawdziwe.

Ja kupię jej ulubione kwiaty.

A w głowie mi będą dźwięczały słowa „Patrzcie, jakich ona słów używa!”

Mam nadzieję, że jak ktoś mnie zapyta, jak ją pamiętam, to wydobędę te wspomnienia, które ją stawiają w dobrym świetle.

O zmarłych się źle nie mówi.

A o żywych?

Czy cokolwiek głębszego i osobistego wie się o żywych?

Czy może tylko bazuje się na tendencjach, opowieści znajomych, którzy mają ten sam punkt widzenia i naszym wyobrażeniu o nim? Zostawiam Cię z tym pytaniem. DZIŚ. Jutro może być już za późno na odpowiedź. Rozmówca może nie doczekać jutro. Choć pytanie numer jeden brzmi – Kogo tak naprawdę stać na dojrzałą rozmowę?