Chyba jeszcze nie zdążyłam opowiedzieć, jak to było z moją przeprowadzką ze Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej do Miasta Cudów (Częstochowa). Przeprowadzka to dość formalne słowo na zaistniałe okoliczności, to zwykła konieczność organizacyjno – koncepcyjna. Zmienić za to, zmieniło się wszystko. WSZYSTKO. Adres, wartości zawodowe, styl i miejsce pracy, organizacja tzw. „czasu wolnego”, bo po raz pierwszy od 7 lat takie pojęcie wystąpiło w moim słowniku.

Nalewka malinowa i toast za dobrą (zawodową) przyszłość.

To naturalna konsekwencja zmian, jakich chciałam dokonać, aby uwolnić się od pracy nad czymś, co nabrało dla mnie priorytetowego znaczenia (moje pieniądze / moja sprawczość / moja marka) w miejscu, które temu absolutnie nie sprzyjało w obecnym układzie – Wieś Spokojna, Wieś Szczęśliwa. I jak mi z tym? Pamiętam taki jeden wieczór, na Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej, kiedy to razem z ciocią piłam nalewkę malinową. Ciocia, chcąc dać mi dobrą radę na przyszłość (zawodową), powiedziała: „Daj z siebie wszystko, tak by było Cię stać na wszystko.” Idę za tą radą. Ale nie idę już za nią po ścieżkach, gdzie „Skoro mnie często widać, to znaczy, że pewnie ‚siedzę w domu i nie mam pracy’.” 

Gdzieś po drodze pojawił się etat. On się pojawił. Ja się nie starałam. Zaczęłam starać się dopiero od momentu czyjegoś ‚Tak, wybraliśmy Panią.’ Pewnego dnia wypowiedziałam życzenie ‚Niech się coś wydarzy!’ i następnego dnia już byłam obdarowana bacznym spojrzeniem ludzi, którzy decydowali, czy w ogóle wpasuję się w ich struktury. Trochę ubolewałam nad myślą, że mogę już nie być tą samą Jagną ze Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej, która kultywuje slow work. Ale czy naprawdę chciałam nią być przez całe życie? W dodatku w miejscu, które nie rozumiało moich zamysłów i wartości? Nie. Teraz czuję cudowną wolność tworzenia i wpływania. I choć robię dwa razy więcej, niż wcześniej – na wszystko jest czas i miejsce. Nie zrezygnowałam z animacji marki Slowkariera.pl, co więcej – razem z Manuelą założyłyśmy SLOW WRITE (Sprawdź tutaj).

Moja nowa bajka.

Minęło trochę czasu i dopiero teraz widzę, jak wirażyjny to był krok. Mądry, ale wirażyjny. Nie przypominam sobie, bym jakąkolwiek inną decyzję tego typu podjęła w tak intuicyjny i przekorny sposób. Niemniej jednak zawsze tego chciałam, zawsze miałam to z tyłu głowy – w zamyśle i w planach. Czasem tylko mówiłam o tym „rozwiązanie nie na ten czas”, bo czułam, że to nie czas na obejmowanie wymagających stanowisk, stałość i przynależność. O czym mowa? O czymś WIĘKSZYM. Roli, stanowisku, którego sama bym sobie nie nazwała i nie kontrolowała, o odpowiedzialności. I choć wiem, że największa i najważniejsza rola była wtedy, gdy robiłam swoją markę na własnych zasadach, to mowa tutaj o czymś WIĘKSZYM. Innym. Zewnętrznym. O nowej bajce, która miałaby niewiele wspólnego z moimi dotychczasowymi aktywnościami.

Być może Ty nie potrzebujesz nowej bajki. Ja potrzebowałam. Moja bajka ma w swojej narracji kilka śmiesznych zwrotów w stylu ‚Sytuacja aż się prosi.’ albo ‚Tak, ale po dwóch czerwonych półsłodkich.’ Tworzy się zupełnie inna narracja do długiej drogi, jakie są wybory zawodowe. Nie doświadczyłabym tego, pozostając w swojej strefie komfortu. Nie napiszesz nowego rozdziału, przeżywając wciąż te same wątki.

Nawet, jeśli przez kilka lat robiłaś coś co Cię cieszyło i zaspakajało Twoje potrzeby, czy to oznacza, że już nigdy więcej masz nie robić czegoś innego / inaczej / gdzie indziej?! Skąd!

Jakieś 2 lata temu wiedziałam, że chcę postawić wszystko na jedną kartę i spróbować z autorską marką. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu – pozwalająca mi zbudować w sobie poczucie niezależności od okoliczności i wpływu na własną sytuację. Kocham każdy dzień z tych dwóch lat. Niemniej jednak nie zamierzałam tak żyć zawsze. Chciałam zmiany. Bliżej nieokreślonej zmiany, która zmaterializowała mi się w najmniej spodziewanym momencie. Wszechświat słucha.

Pewnego lipcowego dnia usłyszałam o wakacie i przyszłam do pewnej firmy. Na luzie. Na luzie, który pozwalał mi mówić rzeczy, które były autentyczne, fundamentalne i proste. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon z informacją, że zaczynam w sierpniu. Pamiętam, jakich wtedy użyłam słów ‚Zaryzykuję i spotkam się z Osobami Decyzyjnymi.’, ‚Chciałam Was poznać, zobaczyć, jaką energię ma to miejsce.’

Nie wiem, czy to były słowa – klucze. Nie dbałam wtedy o to, by brzmieć przekonująco. Otworzyłam drzwi tej firmy, weszłam najpierw (omyłkowo) do kuchni i powiedziałam do siebie: „Tak, tutaj będę sobie robić swoją kawę.” Podziałało. Spodobała mi się industrialna okolica i myśl, że przecież niczego nie tracę, a dowiem się (po rozmowie rekrutacyjnej), czy ktokolwiek weźmie na poważnie moją kandydaturę na etat. 

Schematy potrafią być wspierające, a kultura organizacji respektować chęć bycia sobą.

Właśnie mija 5 tygodni odkąd moje życie zawodowe wygląda inaczej. Już się (tu) dużo nauczyłam. Już. A minęło dopiero kilka tygodni regularności, rytmizacji i wdrożenia. Wdrożenia w schemat. Jak dotąd miałam bardzo złe podejście do schematów. Niemniej jednak Los zawsze chce, żebym się przekonywała, w których momentach moje uprzedzenia tylko mi szkodzą. I tak oto, na mocy spontanicznej decyzji trafiłam do miejsca, gdzie Organizacja pozwala ludziom być sobą i rozumie, z czego wynika ich podejście. Każdego dnia mam coraz bardziej rozdziawioną buzię i szersze oczy, ponieważ chciałam poznać taką organizację, ale nie spodziewałam się, że praca w niej może stanowić dla pracowników taką samą wagę, jak biznesy tworzone od podstaw dla moich klientów. Może. 

Jestem pełna uznania dla Twórcy Organizacji, który od kilku lat utrzymuje ją na poziomie, która daje stabilną i rozwijającą pracę kilku osobom. Poznaję inne aspekty pracy, bo jak dotąd wszystko kręciło się u mnie w temacie samodzielności, pro-aktywności i niezależności od rynkowych tendencji i absurdów. Tymczasem teraz widzę, że można doskonale wpisać się w czyjąś Organizację.

Uczę się nowych branż i ludzi, zbieram doświadczenia i wiem, że tak będzie przez całe życie, niezależnie od ról i czasu.

To, że uczę się aktualnie nowych branż (branży energetycznej i budowlanej) nie oznacza, że kiedykolwiek będę miała coś więcej do powiedzenia w ich temacie. To, że poznaję meandry organizacji procesów i projektów nie oznacza, że kiedykolwiek zechcę sprawować nad nimi pieczę. To, co robię, robię najlepiej, jak potrafię, ale to nie daje mi ani gwarancji ani obietnicy. Lubię te myśl. Przykładam się, ale nie przywiązuję. Nawet moją markę (projekt marzeń) tworzyłam ze spokojem, rozeznaniem i myślą, że może nie wypalić w takim wymiarze, w jakim jednak wypaliła. 

Chciałam tej zmiany. Latem zaczęłam myśleć o tym, żeby prowadzić konsultację z poziomej kariery. Ale zaraz, chwila. Czy ja mam dość doświadczeń w tej materii? No halo Panie, mam niewiele. Koncentrowałam się na start – up ‚ owcach, artystach i wszystkich tych, którzy porzucili standardowy model rozwoju zawodowego. A co zresztą ludzi, nie mają aspiracji?! Mają. Mają, tylko do tej pory nawet ich nie rozpoznawałam. Bezwiednie mijałam na ulicy zwykłych ludzi ze zwykłą pracą. Mea culpa, teraz przechodzę chrzest. I przekonuję się, ile trzeba oddania, kompetencji i lojalności, żeby taką zwykłą pracę (DLA KOGOŚ, nie dla siebie samego) wykonywać.

Będąc w Częstochowie, jestem na dobrej drodze.

Częstochowa jest dobrym miastem na zmiany. Kameralnym, czytelnym i wygodnym. Codziennie rano zaglądam do Pattisere po śniadanie i do Przystanek Obiad na zupę. Nie wyobrażam sobie wieczorów ze slow workiem gdzie indziej, niż w Cafe Belg, Pevex albo Częstochovia.

Jest miło, stabilnie, często standardowo. Przestałam chcieć od życia czegoś więcej i być może kiedyś mnie to święcie oburzy, ale na ten moment ciekawi mnie jak długo będzie mi z tym stanem tak, jak jest teraz. Jestem chyba zbyt oszołomiona tą zmianą, by chcieć od życia czegoś więcej. Jeśli mnie coś mierzi, czuję to całą sobą i reaguję.

Dokładam do tego złotego interesu i nie ukrywam tego. To była moja, świadoma i autonomiczna decyzja, choć kosztowała mnie niemało. Realizuję teraz swoje większe aspiracje na kredyt. Studiowałam kiedyś trudne rzeczy „na przyszłość”, a teraz ta przyszłość nadeszła. Wiedziałam, że chcę to spożytkować przed 30. Pojawiła się szansa.

Przed Tobą również, codziennie, pojawia się mnóstwo takich szans. Zanim je jednak wykorzystasz, albo poddasz się biegowi wydarzeń w tak spontaniczny i lekki sposób, jak ja, ważne, żebyś zadał / zadała sobie kilka pytań:

Czy będzie Cię stać na życie, które chcesz wieść?

Przez ostatnie 2 lata martwiłam się o pieniądze, ale w zupełnie innym sensie, niż teraz. Ważne, żebyśmy nasze osobiste aspiracje realizowali dzięki zasobom, które już mamy tudzież dzięki pewności, że wkrótce spłacimy zobowiązania (nawet te wobec siebie samych), które podjęliśmy, żeby dokonać pożądanej zmiany. Im na wyższym poziom życia wznoszą Cię Twoje decyzje zawodowe, tym na wyższym poziomie wyglądają Twoje codzienne wybory. Należy umieć to wyregulować. Potrafisz sobie czegoś odmówić albo podporządkować wydatki w imię większego celu? Zmiany zawodowe często dotyczą kwestii finansowych (Zmieniamy pracę, żeby lepiej zarabiać.). Jednak nie zawsze. Jeśli zmieniasz swoje zajęcie, ponieważ chcesz skądś uciec / zwyczajnie potrzebujesz odmiany – miej świadomość tego, że takie czynniki zmiany generują koszty, które trzeba przewidzieć i uwzględnić.

Mi się to udało. Jestem z siebie tak cholernie dumna pokrywając nieplanowane wydatki, że aż czuję się kompetentna do mówienia innym ludziom, jak mogliby kierować swoją karierą, mając dużo wolności i jednocześnie posiadając odpowiednie zabezpieczenie finansowe.

Chcesz to osiągnąć? Zapraszam Cię na konsultację.

freelancer a etat

Wystarczy, że wyślesz do mnie maila na: justyna.poluta@gmail.com i w jego treści napiszesz, że chcesz dokonać znaczącej zmiany zawodowej.

Ta konsultacja jest dla Ciebie, jeśli:

  • Nie potrafisz utrzymać swojej firmy na poziomie, która dawałaby Ci stabilność i spokój.

  • Dużo zainwestowałeś / aś w studia, a nie znajdujesz sposobu, by spożytkować to w swojej pracy zawodowej.

  • Masz wrażenie, że na rynku po prostu nie ma pracy. Próbujesz dostać się do różnych miejsc i skutkuje to Twoją coraz większą frustracją.

  • Robisz coś po godzinach, na co masz nadzieję, że kiedyś rozkręci się w prawdziwy biznes.

Zapraszam : )

Mam nadzieję, że moje doświadczenia wspierają Twoje doświadczenia.

Życzę Ci samych odważnych decyzji. Tych przemyślanych, zabezpieczonych w wystarczającym stopniu i tych, które naprawdę pokażą Ci na co Cię stać.

Dobrego weekendu! : )